Odcinek 6

CZAS SIĘ ZBIERAĆ

Siedzieliśmy całą ekipą na kanapie i rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Zaczynając od swojej własnej historii życia, kończąc po opowieści z misji specjalnych. Ogólnie to ze spotkania zrobiło się małe przyjęcie powitalne — dla mnie i dla Jaydena. Jak już o nim mowa to zauważyłem, że był bardzo cichy i małomówny. Zresztą, jak wchodziliśmy, to też od razu mi o niczym nie powiedział, tylko prowadził w milczeniu. To jest trochę dziwne, ale być może tylko mi się zdaje.

Bardzo szybko zleciało i nasze spotkanie dobiegało końca.

- Kurde późno się zrobiło. - odezwał się nagle Wojtek. 

To prawda było już późno. Dobrze, że w końcu ktoś to zauważył.

- Będę się już zbierał. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Chociaż w sumie o tej godzinie to za bardzo niczego nie załatwię, ale chociaż spróbuję.

Dodał, po czym wstał, uścisnął dłoń każdemu z osobna i udał się w stronę wyjścia. Po czym sam powiedziałem:

- Dobra ja też spadam. Miło było poznać, narka.

Po czym pośpiesznym krokiem poszedłem w kierunku wyjścia. Miałem nadzieję, żeby złapać jeszcze Wojtka, żeby porozmawiać z nim na osobności. Mam swoją teorię, że jak się rozmawia z kimś sam na sam to jest trochę inny niż gdy jest w grupie.

Gdy byłem już w bibliotece, zauważyłem tylko zamykające się drzwi. Pomyślałem, że raczej zdążę. Wybiegłem na zewnątrz. Ani śladu Wojtka.

CZARNY MERCEDES

Jeszcze przez chwilę rozglądałem się dookoła.

Po dłuższej chwili zauważyłem nadjeżdżającego czarnego mercedesa. 

- Co tak stoisz jak widły w gnoju? - powiedział Wojtek, otwierając szybę w aucie.

- Szukałem cię. Wpadłem na to, że być może mnie podwieziesz. Przy okazji pogadamy na osobności.

- Jasne nie ma żadnego problemu. Trzeba było tak od razu, a nie się czaisz jak czajka.

Obszedłem auto szerokim łukiem i wsiadłem na miejsce obok kierowcy, z przodu, do samochodu.

Odjechaliśmy.

- To o czym chciałeś porozmawiać? - zaczął.

- O niczym szczególnym. Lepiej chciałem cię poznać. Tylko tyle.

- Miałeś całe przyjęcie, żeby mnie poznać. - warknął pod nosem.

- No niby tak, ale dla mnie to za mało, żeby poznać tak super osoby.

- Więc będziesz miał jeszcze wiele okazji, żeby poznawać ludzi.

- Właśnie taką sobie stworzyłem okazje, nie wiem, czy zauważyłeś.

    Zamilkł. Z rozmowy zrobiła się zawarta wymiana zdań. Wiedziałem, że gościu nie jest taki miły, jakiego zgrywa przy wszystkich.

- Nieźle zarabiasz jak stać cię na taką furę — przerwałem ciszę.

- To oczywiste.

Odrzekł krótko. Tak krótko i treściwie, że zgasił ten temat do rozmowy. Nastała kolejna cisza.

„WITAJ, JAK MIJA WIECZÓR?”

Tym razem przerwał ją dzwoniący telefon. Wojtek odebrał, tym samym włączając autopilota w samochodzie.

W słuchawce odezwał się nieznajomy mi głos. Powiedział coś w stylu „Witaj, jak mija wieczór”, po czym Wojtek rzucił telefonem i skupił się na prowadzeniu.

- Szlag by to! - nagle powiedział. Twój darmowy Uber trochę się opóźni, bo mam teraz większy problem.

- Co się dzieje? Kto dzwonił? - zapytałem orientacyjnie.

- Jeszcze będzie czas, jak ci wszystko wyjaśnię. Teraz zapnij pasy, chwyć się czegoś mocno i przygotuj mentalnie.

- Na co?

    Chciałem spytać, ale nie zdążyłem, bo przed nami pojawił się wielki wybuch. 

    Wojtek z niemal natychmiastową reakcją skręcił pojazd w lewo, wpadając w lekki poślizg, po czym natychmiast zawrócił.        Wszystko trwało kilka sekund.

Zamurowało mnie od środka i nie miałem siły niczego powiedzieć.

Obróciłem się do tyłu. Zauważyłem dwa pancerne samochody.

- Mamy towarzystwo. - zakomunikowałem.

    Wojtek spojrzał w lusterko i zrozumiał, o co chodzi.

Zaraz potem otworzył schowek i wyciągnął pudełko. Otworzył je i wyjął ze środka słuchawkę douszną i włożył ją do ucha. Po czym podał mi drugą. Również włożyłem ją do ucha. 

Po chwili usłyszałem w niej Klaudie.

- Dobra chłopaki widzę, że macie afty party. - zażartowała na powitanie.

- Pomóż mi ich lepiej zgubić — warknął pod nosem Wojtek.

- Dobra na ogonie macie dwa opancerzone samochody, w każdym jest po 3 osoby, dwie z przodu i jedna z tyłu. Albo zawrócicie do miasta, ale z ryzykiem, że zaś coś wybuchnie, albo próbujecie ich zgubić na jakimś pustkowiu.

- Pustkowie. - stanowczo odpowiedział Snajper.

- Dobrze w takim razie kieruj się na północ. Potem możesz zajechać za stację benzynową.

- Dobra. Jakieś wsparcie dostanę?

- Tak już do ciebie jedzie S.W.A.T.

- No nie. Błagam tylko nie oni.

- Trochę za późno na twoje narzekanie, bo wezwałam ich, jak tylko dowiedziałam się o wybuchu.

- Jakoś już to przeżyję.

    Następnie jechaliśmy za wskazówkami Klaudii, lecz pojazdy cały czas siedziały nam na ogonie i nie dało się ich zgubić.

Wyjechaliśmy za miasto i niedługo po tym otworzyli do nas ogień. Rozległy się strzały. Rozbita została tylnia szyba.

- Teraz to już przesadziliście. Będziecie płacić za wymianę tej szyby. - powiedział Wojtek.

    Włączył autopilota w samochodzie i zaczął przesiadać się z przedniego miejsca do tyłu i grzebać w bagażniku. Wyciągnął jakiś karabin i wychylił się przez szyber dach. Sam mogłem się temu tylko przyglądać. W końcu dopiero co dołączyłem do domu wariatów. 

    Tak słuchając strzałów i chyląc tylko głowę, obserwowałem uważnie drogę.

Po chwili usłyszałem głos Klaudii.

- David jesteś tam?

- Jestem.

- To dobrze, bo jesteś potrzebny.

- Nie podoba mi się to w ogóle.

- Wiem i przepraszam za tak nagłą sytuację. Nie powinieneś zostać tak w to wciągnięty.

- Nieważne. Co mam robić?

- Za jakieś 300 metrów na horyzoncie będziesz widział wielką górę ze skały. Przesiądź się na miejsce kierowcy.

- Dobra.

    Zmieniłem swoje miejsce.

- Dobrze. Czy widzisz przycisk na kierownicy z narysowaną bramą do garażu?

- Tak widzę.

- Znakomicie, kiedy będziesz jechał i zauważysz skałę, skręć w uliczkę, która prowadzi prosto na nią i jak ci powiem, to wciśniesz ten przycisk.

- Jeszcze bardziej to mi się nie podoba, ale nie mam chyba innego wyboru jak ci po prostu zaufać.

- Dziękuję ci. Wynagrodzę ci to jakoś potem.

Jechaliśmy. I faktycznie niedługo potem zauważyłem skałę i rozwidlenie z dwiema drogami. Jedna prowadziła wzdłuż niej a druga prosto na nią. Wziąłem dwa wdechy i wydechy i przełknąłem ślinę.

Wyłączyłem autopilota.

Skręciłem w samobójczą uliczkę zgodnie z instrukcją koleżanki. Przygotowałem palec do   wcześniej wskazany przycisk i czekałem na sygnał.

W międzyczasie za nami zdarzyło się pojawić kolejne dwa samochody opancerzone. Jeszcze bardziej za nimi znajdowała się poświata czerwono niebieskich świateł, które odbijały się od czarnego asfaltu.

Natomiast Wojtek dalej toczył z nimi zaciętą walkę. W pewnym momencie wszedł znowu do środka pojazdu i mrugnął do mnie porozumiewawczo. Po czym schylił się, odłożył na bok dywaniki spod tylnych siedzeń i otworzył ukrytą skrytkę.

Wyciągnął z niej karabin snajperski.

Oho. Teraz się dopiero piekło zacznie. Macie przerąbane. Skończą mu się naboje w karabinie, to wyciąga snajperkę jak gdyby nigdy nic.

- Zostało 100 metrów. - usłyszałem komunikat w słuchawce.

- Czekam na znak. - odpowiedziałem.