CZAS SIĘ ZBIERAĆ
Siedzieliśmy całą ekipą na kanapie i rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Zaczynając od swojej własnej historii życia, kończąc po opowieści z misji specjalnych. Ogólnie to ze spotkania zrobiło się małe przyjęcie powitalne — dla mnie i dla Jaydena. Jak już o nim mowa to zauważyłem, że był bardzo cichy i małomówny. Zresztą, jak wchodziliśmy, to też od razu mi o niczym nie powiedział, tylko prowadził w milczeniu. To jest trochę dziwne, ale być może tylko mi się zdaje.
Bardzo szybko zleciało i nasze spotkanie dobiegało końca.
- Kurde późno się zrobiło. - odezwał się nagle Wojtek.
To prawda było już późno. Dobrze, że w końcu ktoś to zauważył.
- Będę się już zbierał. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Chociaż w sumie o tej godzinie to za bardzo niczego nie załatwię, ale chociaż spróbuję.
Dodał, po czym wstał, uścisnął dłoń każdemu z osobna i udał się w stronę wyjścia. Po czym sam powiedziałem:
- Dobra ja też spadam. Miło było poznać, narka.
Po czym pośpiesznym krokiem poszedłem w kierunku wyjścia. Miałem nadzieję, żeby złapać jeszcze Wojtka, żeby porozmawiać z nim na osobności. Mam swoją teorię, że jak się rozmawia z kimś sam na sam to jest trochę inny niż gdy jest w grupie.
Gdy byłem już w bibliotece, zauważyłem tylko zamykające się drzwi. Pomyślałem, że raczej zdążę. Wybiegłem na zewnątrz. Ani śladu Wojtka.
CZARNY MERCEDES
Jeszcze przez chwilę rozglądałem się dookoła.
Po dłuższej chwili zauważyłem nadjeżdżającego czarnego mercedesa.
- Co tak stoisz jak widły w gnoju? - powiedział Wojtek, otwierając szybę w aucie.
- Szukałem cię. Wpadłem na to, że być może mnie podwieziesz. Przy okazji pogadamy na osobności.
- Jasne nie ma żadnego problemu. Trzeba było tak od razu, a nie się czaisz jak czajka.
Obszedłem auto szerokim łukiem i wsiadłem na miejsce obok kierowcy, z przodu, do samochodu.
Odjechaliśmy.
- To o czym chciałeś porozmawiać? - zaczął.
- O niczym szczególnym. Lepiej chciałem cię poznać. Tylko tyle.
- Miałeś całe przyjęcie, żeby mnie poznać. - warknął pod nosem.
- No niby tak, ale dla mnie to za mało, żeby poznać tak super osoby.
- Więc będziesz miał jeszcze wiele okazji, żeby poznawać ludzi.
- Właśnie taką sobie stworzyłem okazje, nie wiem, czy zauważyłeś.
Zamilkł. Z rozmowy zrobiła się zawarta wymiana zdań. Wiedziałem, że gościu nie jest taki miły, jakiego zgrywa przy wszystkich.
- Nieźle zarabiasz jak stać cię na taką furę — przerwałem ciszę.
- To oczywiste.
Odrzekł krótko. Tak krótko i treściwie, że zgasił ten temat do rozmowy. Nastała kolejna cisza.
„WITAJ, JAK MIJA WIECZÓR?”
Tym razem przerwał ją dzwoniący telefon. Wojtek odebrał, tym samym włączając autopilota w samochodzie.
W słuchawce odezwał się nieznajomy mi głos. Powiedział coś w stylu „Witaj, jak mija wieczór”, po czym Wojtek rzucił telefonem i skupił się na prowadzeniu.
- Szlag by to! - nagle powiedział. Twój darmowy Uber trochę się opóźni, bo mam teraz większy problem.
- Co się dzieje? Kto dzwonił? - zapytałem orientacyjnie.
- Jeszcze będzie czas, jak ci wszystko wyjaśnię. Teraz zapnij pasy, chwyć się czegoś mocno i przygotuj mentalnie.
- Na co?
Chciałem spytać, ale nie zdążyłem, bo przed nami pojawił się wielki wybuch.
Wojtek z niemal natychmiastową reakcją skręcił pojazd w lewo, wpadając w lekki poślizg, po czym natychmiast zawrócił. Wszystko trwało kilka sekund.
Zamurowało mnie od środka i nie miałem siły niczego powiedzieć.
Obróciłem się do tyłu. Zauważyłem dwa pancerne samochody.
- Mamy towarzystwo. - zakomunikowałem.
Wojtek spojrzał w lusterko i zrozumiał, o co chodzi.
Zaraz potem otworzył schowek i wyciągnął pudełko. Otworzył je i wyjął ze środka słuchawkę douszną i włożył ją do ucha. Po czym podał mi drugą. Również włożyłem ją do ucha.
Po chwili usłyszałem w niej Klaudie.
- Dobra chłopaki widzę, że macie afty party. - zażartowała na powitanie.
- Pomóż mi ich lepiej zgubić — warknął pod nosem Wojtek.
- Dobra na ogonie macie dwa opancerzone samochody, w każdym jest po 3 osoby, dwie z przodu i jedna z tyłu. Albo zawrócicie do miasta, ale z ryzykiem, że zaś coś wybuchnie, albo próbujecie ich zgubić na jakimś pustkowiu.
- Pustkowie. - stanowczo odpowiedział Snajper.
- Dobrze w takim razie kieruj się na północ. Potem możesz zajechać za stację benzynową.
- Dobra. Jakieś wsparcie dostanę?
- Tak już do ciebie jedzie S.W.A.T.
- No nie. Błagam tylko nie oni.
- Trochę za późno na twoje narzekanie, bo wezwałam ich, jak tylko dowiedziałam się o wybuchu.
- Jakoś już to przeżyję.
Następnie jechaliśmy za wskazówkami Klaudii, lecz pojazdy cały czas siedziały nam na ogonie i nie dało się ich zgubić.
Wyjechaliśmy za miasto i niedługo po tym otworzyli do nas ogień. Rozległy się strzały. Rozbita została tylnia szyba.
- Teraz to już przesadziliście. Będziecie płacić za wymianę tej szyby. - powiedział Wojtek.
Włączył autopilota w samochodzie i zaczął przesiadać się z przedniego miejsca do tyłu i grzebać w bagażniku. Wyciągnął jakiś karabin i wychylił się przez szyber dach. Sam mogłem się temu tylko przyglądać. W końcu dopiero co dołączyłem do domu wariatów.
Tak słuchając strzałów i chyląc tylko głowę, obserwowałem uważnie drogę.
Po chwili usłyszałem głos Klaudii.
- David jesteś tam?
- Jestem.
- To dobrze, bo jesteś potrzebny.
- Nie podoba mi się to w ogóle.
- Wiem i przepraszam za tak nagłą sytuację. Nie powinieneś zostać tak w to wciągnięty.
- Nieważne. Co mam robić?
- Za jakieś 300 metrów na horyzoncie będziesz widział wielką górę ze skały. Przesiądź się na miejsce kierowcy.
- Dobra.
Zmieniłem swoje miejsce.
- Dobrze. Czy widzisz przycisk na kierownicy z narysowaną bramą do garażu?
- Tak widzę.
- Znakomicie, kiedy będziesz jechał i zauważysz skałę, skręć w uliczkę, która prowadzi prosto na nią i jak ci powiem, to wciśniesz ten przycisk.
- Jeszcze bardziej to mi się nie podoba, ale nie mam chyba innego wyboru jak ci po prostu zaufać.
- Dziękuję ci. Wynagrodzę ci to jakoś potem.
Jechaliśmy. I faktycznie niedługo potem zauważyłem skałę i rozwidlenie z dwiema drogami. Jedna prowadziła wzdłuż niej a druga prosto na nią. Wziąłem dwa wdechy i wydechy i przełknąłem ślinę.
Wyłączyłem autopilota.
Skręciłem w samobójczą uliczkę zgodnie z instrukcją koleżanki. Przygotowałem palec do wcześniej wskazany przycisk i czekałem na sygnał.
W międzyczasie za nami zdarzyło się pojawić kolejne dwa samochody opancerzone. Jeszcze bardziej za nimi znajdowała się poświata czerwono niebieskich świateł, które odbijały się od czarnego asfaltu.
Natomiast Wojtek dalej toczył z nimi zaciętą walkę. W pewnym momencie wszedł znowu do środka pojazdu i mrugnął do mnie porozumiewawczo. Po czym schylił się, odłożył na bok dywaniki spod tylnych siedzeń i otworzył ukrytą skrytkę.
Wyciągnął z niej karabin snajperski.
Oho. Teraz się dopiero piekło zacznie. Macie przerąbane. Skończą mu się naboje w karabinie, to wyciąga snajperkę jak gdyby nigdy nic.
- Zostało 100 metrów. - usłyszałem komunikat w słuchawce.
- Czekam na znak. - odpowiedziałem.
0 Komentarze