Odcinek piąty
NOWY DZIEŃ
Ranek, godz. 11:00, niedziela
Przebudziłem się dzisiaj rano. Napełniony pozytywną energią zerwałem się ze swojego łóżka i wyskoczyłem prosto na firanki, które rano zasłaniają słońce. Odsunąłem je. Słońce wypaliło mi oczy. Nic nie widziałem. Tylko jasne, białe światło. Minęło kilka chwil, zanim wróciłem do siebie. Kiedy to się już stało, udałem się do kuchni, aby zrobić sobie śniadanie. Przy okazji włączyłem telewizje na pierwszym lepszym kanale. I tak jej nigdy nie używam do oglądania telewizji, a do oglądania anime. Szybko tego pożałowałem. Otóż w telewizji już drugi dzień nadają o strzelaninie na ulicy dziesiątej. Oczywiście muszą też wspomnieć o tajemniczym bohaterze, który opanował sytuację na miejscu, zanim przyjechała policja. Byłem już tym zmęczony, pomimo że jeszcze ani razu o tym nie słyszałem żadnego reportażu. Więc postanowiłem sobie to obejrzeć jeszcze przez chwilę.
Rozkoszując swoje ego dobrymi słowami, wypowiadanymi przez reporterów w telewizji, w tym samym czasie spożywając śniadanie, przygotowane przez siebie wcześniej. Podświadomie oglądając to, wpędziłem samego siebie w bardzo dobry nastrój. Nie zdawałem sobie jeszcze z tego sprawy.
Minęło trochę czasu i z ranka zrobiło się południe. Ja leżałem na kanapie i cieszyłem się wolną chwilą tym samym, słuchając jakiejś muzyki w tle.
W końcu tę cudowną chwilę musiał ktoś przerwać. A kto inny mógłby to być, jak nie Jayden? Dzwonek telefonu uparcie dzwonił, a mi bardzo się nie chciało po niego wstawać. Nie sądziłem, że wpędzę się w taki stan, żeby mi się nie chciało odebrać telefonu. Położyłem się spać i usnąłem.
TA DRZEMKA TO BYŁ FATALNY POMYSŁ
Kiedy się obudziłem, za oknem było już ciemno.
- Szlag by to. Aaa. - powiedziałem niezadowolony sam do siebie.
Była godzina 20:00. Spałem chyba z 6 godzin. Nie wiem, jak to jest możliwe, skoro chodzę spać o normalnych godzinach i nie zauważam u siebie żadnych braków snu.
Wstaje i idę w kierunku blatu kuchennego i chwytam telefon do ręki. Patrzę na niego i widzę to: 10 nieodebranych połączeń od Jayden. Super. Zacząłem się zastanawiać czy to coś ważnego. Jeśli tak to nie powita mnie z uśmiechem na twarzy. Ogarnąłem się i po piętnastu minutach byłem gotów wyjść z domu. Zadzwoniłem do Jaydena.
- Halo?
- Cześć Jayden.
- O proszę, kto to dzwoni. Pan królewicz, który nie raczy odebrać ode mnie telefonu od 6 godzin.
- Przepraszam za to. Gorzej się poczułem i zasnąłem.
- Wszystko z tobą ok?
- Tak. Po prostu jakoś tak wyszło. Wybacz.
- Dobrze, że nic ci nie jest. Podczas twojej drzemki wiele się wydarzyło. Jak będziesz w stanie pojawić się obok księgarni na ulicy piątej za 10 minut, to będzie wspaniale.
- Właśnie wychodzę z domu. Będę tam za 10 minut.
- Dobra, to do zobaczenia.
- Na razie.
Przeżyłem jakoś tę rozmowę. Najwidoczniej Jayden jest bardziej wyrozumiały jeśli chodzi o zdrowie. Widocznie się martwił nawet o mnie. Taki przyjaciel to skarb, którego z pochodnią trzeba szukać.
KSIĘGARNIA PRZY ULICY PIĄTEJ
Po dziesięciu minutach byłem na miejscu. Widocznie trochę się spóźni, tak przynajmniej podejrzewałem. Po chwili jednak usłyszałem pukanie szyby ze środka księgarni. Wszedłem do środka. Była to najzwyklejsza księgarnia. Nie był to lokal połączony z kawiarnią, nie było miejsca nawet gdzie usiąść. Jedyne co mi przyszło do głowy, że Jayden być może chce kupić jakąś książkę, ale to też wydawało mi się mało prawdopodobne, dlatego zacząłem się mocniej zastanawiać na tym dlaczego jesteśmy w takim miejscu.
- Cześć.
- Cześć.
- Chodź za mną.
- Um. No dobra.
Zdziwiłem się. Tak jak mi kazał Jayden szedłem za nim cały czas. Przeszliśmy przez cały sklep i doszliśmy do jego końca. Przy ścianie stała półka na książki taka sama jak w pozostałej części sklepu. Jayden zaczął ją pchać od boku. Po chwili biblioteczka odjechała na szynach, które były pod nią. Natomiast za nią ujawniły się drzwi. Jayden wpisał kod do terminala znajdującego się tuż obok nich. Po wykonaniu tej czynności drzwi się otworzyły.
- Zapraszam. - powiedział uśmiechając się. - W środku już wszyscy czekają. - dodał.
Za drzwiami kryły się schody. Zeszliśmy po nich i po niedługim czasie weszliśmy do pomieszczenia. Wyglądało ono na zadbane. Ściany były całkowicie z betonu. Szare piwniczane ściany. Pokój był przestrzenny oraz prymitywnie umeblowany.
Pod jedną ze ścian znajdowało się bogato wyposażone stanowisko komputerowe. Składało się z metalowego biurka, komputera z podświetleniem RGB oraz aż trzech monitorów. Niedaleko stała zielona kanapa z małym stolikiem na kawę a przed nim znajdowała się komoda z dużym czarnym telewizorem. Nie była to na pewno jakaś tam zwykła piwnica.
W pomieszczeniu znajdowało się jeszcze kilka osób oprócz mnie, Jaydena i Klaudii. I zaczął się etap poznawania. Na szczęście Jayden wyręczył każdego i wystarczyło podać rękę drugiej osobie. Także obeszło się bez niezręcznej sytuacji
- Kamil, nasz człowiek od rzeczy technicznych, komputerowych, elektrycznych i tak dalej. - wskazał na czarnowłosego mężczyzna siedzącego przy biurku z komputerem.
- Wojtek, nasz snajper i gość od zadań specjalnych.
- Klaudia, którą już znasz - osoba od komunikacji. Zarządza misjami i informuje o wszystkim.
- Też niedawno do nich dołączyłem, więc na razie nie mam określonej roli podobnie tak jak ty, ale myślę, że coś dla siebie znajdziemy.
Ze wszystkimi zostałem zapoznany. Pierwsze moje wrażenia nie były zbytnio pozytywne. Na pierwszy rzut oka wszyscy się wydawali być bardzo pozytywnymi osobami, ale! Ale gdy się bliżej im przyjrzeć można zauważyć więcej detali. Kamil - zimny i surowy gość. Jest potężnie umięśniony, więc nigdy nie powiedziałbym, że to on jest od tych technicznych rzeczy. Nie dość, że jest dobrze zbudowany, to do tego jeszcze jest strasznie wysoki. Każdy, kto choćby na niego spojrzy, od razu może dostać gęsiej skórki. Wojtek? Skąd on się w ogóle wziął w tym miejscu. Ten jest również dobrze zbudowany. Ma dobrze zadbaną brodę i mocno zaczesane włosy. I jeszcze przez chwilę zastanówmy się, dlaczego on jest snajperem?! Klaudie zdążyłem już poznać, ale mam dziwne przeczucie, że dużo kryje za uszami i wcale nie jest tak grzeczna jak to by się mogło na samym początku wydawać. No ale mimo wszystko wydaję się to być zgrana ekipa i nie powinienem mieć problemu z zaprzyjaźnieniem się z nimi. W sumie to nawet jestem szczęśliwy, że po kilku latach życia w Nowym Jorku nareszcie znalazłem jakichś przyjaciół. Pomyśleć, że zaczęło się tak niewinnie...
0 Komentarze