Odcinek czwarty
PADNIJ!
Te niezręczne i jakże bezpośrednie pytanie po prostu przemilczałem. Jayden usiadł naprzeciwko mnie i patrząc sobie w oczy, siedzieliśmy zamyśleni. Na nasze szczęście nie odleciałem tak bardzo. Spostrzegłem podejrzanego vana, którego już widziałem wcześniej. Jechał bardzo szybko, a z okna z przodu ktoś był bardzo wychylony. Przyjrzałem się bardziej. W ręku trzymał broń. Nie myśląc ani sekundy dłużej, rzuciłem się na Jaydena i razem runęliśmy na podłogę. Popatrzył na mnie jak na najgorszego debila. Nie przejmując się tym zbyt długo, bez wahania krzyknąłem:
- Wszyscy na ziemię!
Minęło kilka sekund, a w lokalu rozległ się huk strzałów i odgłosy spadającego szkła. Nie wiele ludzi się mnie posłuchało od razu, ale myślę, że to akurat normalne. Po chwili zobaczyłem wszystkich kucających na podłodze i chowających swoją głowę w swoich dłoniach. Przeczołgałem się do okna i się wychyliłem. Nic nie zauważyłem. Możliwe, że już pojechali lub nadal gdzieś tam są. Nie mogłem ryzykować. Popatrzyłem na Jaydena leżącego pod stołem i bez słów od razu wyczytał z mojego wzroku, że chcę, żeby zadzwonił na policję. Po chwili tak zrobił.
W tym czasie rozejrzałem się czy nie ma rannych w lokalu. Spytałem donośnym głosem, ale nie krzycząc:
- Czy ktoś jest ranny?
Ujrzałem wszystkich rozglądających się dookoła. Wygląda na to, że wszyscy mieli ogromne szczęście. Po chwili dodałem:
- Proszę jeszcze nie wstawać. Będzie bezpiecznie dopiero po przyjeździe policji.
Zauważyłem jak wszyscy, skinęli głową. Wygląda na to, że zyskałem natychmiastowe zaufanie przez to jak się zachowałem.
Minęło kilka minut. Usłyszałem jadące auto. Wyjrzałem ostrożnie sprawdzić, czy to policja. Na szczęście to byli oni. Po chwili również zjawiła się karetka. Gdy służby zaczęły interwencje, podszedłem do Jaydena i powiedziałem:
- Zwijamy się. Wszystko już można zostawić im.
Nie dając mu zbyt wiele czasu na odpowiedź, wstałem i wyszedłem z lokalu, a on razem ze mną. O dziwo nikt nas nie zauważył i spokojnie opuściliśmy „miejsce zdarzenia”. Całą drogę milczeliśmy. Najwidoczniej obydwoje musieliśmy przeanalizować, co się stało. Po drodze skoczyłem do sklepu i kupiłem dwa napoje gazowane o smaku coli. Nic nie mówiąc, ruszyłem w stronę swojego mieszkania. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Powiedziałem do Jaydena:
- Zapraszam.
Znowu nie dając mu czasu na reakcję, otworzyłem drzwi do klatki i wykonałem zapraszający gest ręką.
WSZĘDZIE DOBRZE, ALE W DOMU NAJLEPIEJ
Weszliśmy do mojego mieszkania. Tak właściwie to był pierwszy raz kiedy go zaprosiłem do siebie, pomimo że znamy się już kilka tygodni.
- Czuj się jak u siebie - powiedziałem. Poszedłem do kuchni po dwie szklanki. Robiąc to, zauważyłem, jak Jayden siada na kanapie. Przelałem wcześniej zakupione napoje do szklanek i zaniosłem do salonu, gdzie czekał już Jayden.
- Proszę - powiedziałem kładąc jedną tuż przed nim.
- Dzięki - odpowiedział po krótkiej chwili niepewnym głosem.
- Więc… - zacząłem, próbując rozpocząć dialog.
Jayden popatrzył się na mnie ze światełkiem w oczach. Z jego wzroku dało się odczuć, że widzi przed sobą bohatera, że osoba, która siedzi naprzeciwko jego, jest dla niego kimś. W końcu się odezwał:
- To, co zrobiłeś- To, co zrobiłeś, było naprawdę wielkie. Mocno cię podziwiam za twoją odwagę i za zdrowy rozsądek w takiej sytuacji. I również dziękuję za ratunek. Gdyby nie ty to bym pewnie leżał martwy…
- To nic wielkiego - chciałem skromnie odpowiedzieć, ale on przerwał mi i mówił dalej:
- Nawet nie próbuj mówić tak skromnie. To, co zrobiłeś, było bohaterskim czynem. Tylko zastanawia mnie, dlaczego stamtąd tak szybko uciekliśmy. Mogliśmy, chociaż zostać, żeby złożyć zeznania, aby jak najszybciej złapali tych, którzy to zrobili.
- Serio myślisz, że to coś by dało? Poza tym lepiej, jak nie każdy obywatel miasta będzie o tym wiedzieć i ewentualnie o tym, co zrobiłem.
Jayden popatrzył się na mnie z rozczarowaniem widniejącym na jego twarzy.
- Mogę się założyć, że już jest o tym głośno, chociażby w telewizji.
Zgodziłem się z tym, kiwając głową, po czym dodałem:
- Pewnie tak jest.
W tej chwili Jayden sięgnął po pilot od telewizora, który leżał na stole i go włączył.
- Z tej strony wasz reporter telewizji nowojorskiej w polskim wydaniu. Znajdujemy się przy małej, skromnej i niezbyt popularnej kawiarence przy ulicy piętnastej. Doszło w tym miejscu do strzelaniny. Jak zeznają świadkowie: czarny van przejechał tędy i zaczął strzelać w kierunku lokalu. Rozbite zostały szyby. Nikt nie został ranny. Teraz dajemy głos z jednej ze świadków, która była w środku.
- Siedziałam sobie i piłam herbatę aż nagle słyszę jak jeden pan który siedział przy oknie z swoim kolegą krzyknął “Wszyscy na ziemię!”. W pierwszym momencie nie wiedziałam co się dzieje ale po chwili usłyszałam pierwsze strzały i od razu padłam na podłogę. Ten mężczyzna to prawdziwy bohater.
W tej chwili wyrwałem pilota Jaydenowi i wyłączyłem telewizor. Po czym powiedziałem:
- Proszę daruj mi. Nie chce nawet o tym słuchać.
- No dobrze, niech ci będzie. Ale nadal nie rozumiem dlaczego się tak zachowujesz.
W tym samym momencie sięgnęliśmy po szklankę i napiliśmy się.
Chwilę później zadzwonił dzwonek do drzwi. Popatrzeliśmy na siebie z głębokim zdziwieniem. Po czym spytałem:
- Ktoś do ciebie?
- Nie, skądże. Myślałem że to do ciebie.
- No właśnie w tym problem że nie.
Zerwałem się z siedzenia i ruszyłem w stronę drzwi wejściowych.
MAM BARDZIEJ PECHA CZY FARTA?
Otworzyłem drzwi wejściowe od mojego mieszkania nie spoglądając nawet w witraż. I nastąpił ten moment. Moment w którym ujrzałem dziewczynę opierającą się o pobliską ścianę stojącą tuż przede mną z uśmiechem na twarzy. Byłem oszołomiony tym widokiem. Po chwili dotarło do mnie, że to tak naprawdę, ta sama dziewczyna, którą spotkałem w kinie oraz to ta sama dziewczyna, która zapłakana, siedziała na schodach kamienicy. W końcu się odezwała jako pierwsza:
- Hej!
- Hej… - odpowiedziałem dużo mniej pewnym głosem.
- Mogę wejść do środka?
Po usłyszeniu tego pytania zaciąłem się na moment. Miałem w głowie dużo pytań i mało odpowiedzi. Przede wszystkim to chciałem wiedzieć jak powinienem na jej pytanie zareagować. Z jednej strony to bym ją wpuścił, natomiast z drugiej byłoby to raczej bez myślne. Szczególnie że się wogóle nie znamy więc dlaczego miałbym to robić. Myślałem nad jeszcze przez moment. Na szczęście wyjście z tej sytuacji znalazło się samo.
Tuż za mną pojawił się Jayden. I bez chwili zastanowienia z uśmiechem na twarzy powiedział:
- Jasne wchodź, nie ma żadnego problemu.
Odsunąłem się na bok tak aby mogła wejść do środka. Kiedy ona szła do salonu Jayden mnie zatrzymał na moment i powiedział:
- Zamurowało co? Nie ma za co.
- Tak..dzięki, chyba.
Jakby nie patrzeć znowu mi uratował dupę.
Weszliśmy wszyscy do dużego pokoju. Jayden wraz z blondwłosą dziewczyną usiedli na kanapie a ja wziąłem zapasowe krzesło z kuchni i usiadłem naprzeciwko ich.
Sam po sobie się tego nie spodziewałem ale zacząłem konwersacje z słyszalnymi w moim głosie pretensjami:
- Także masz dużo zapewne do powiedzenia a chętnie cię posłucham ale zacznij od tego jak się tu dostałaś i kim ty wogóle jesteś.
Próbowałem wyglądać i brzmieć groźnie i nie dać po sobie poznać że tak naprawdę to mi się podoba. Chciałem być milszy ale tak jakoś wyszło. Po chwili zaczęła mówić.
- Rozumiem twoje poirytowanie. Pozwól że od razu wyjaśnię wszystko co chcesz wiedzieć. Zacznę od tego skąd się tu wzięłam. Otóż siedziałam na schodach naprzeciwko kawiarni przy ulicy dziesiątej. Nagle przyjechał czarny wóz i usłyszałam strzały. Także można powiedzieć że byłam świadkiem tego wydarzenia. Gdy ludzie z czarnego auta już odjechali niedługo po tym przyjechała policja. Zauważyłam natomiast jak wychodzicie z lokalu i próbujecie się wymknąć. Dlatego też postanowiłam pójść za wami. I tak mniej więcej trafiłam tutaj.
- Jak się nazywasz? - spytałem. Tym razem bez pretensji w głosie dużo spokojniejszy i pokazujący tego właściwego “ja”.
NAZYWAM SIĘ…
- Na imię mam Klaudia. Mieszkam w kamienicy na ulicy dziesiątej. Mam 19 lat i już studiuje fotografie. Jestem dość znana na tych przedmieściach.
Uspokoiłem się jeszcze bardziej. Być może właśnie problem który opisał mi wcześniej Jayden zostanie rozwiązany jeszcze szybciej niż się tego spodziewałem.
- Miło cię poznać - odpowiedziałem, po czym szybko dodałem - Nazywam się David, mam 20 lat i jestem z Polski a do nowego yorku przyjechałem kilka lat temu i od tej pory tutaj mieszkam. Nie znam za wiele osób w dalszym ciągu, oprócz Jaydena dlatego mam nadzieję że się dogadamy.
Wykrztusiłem to wszystko z siebie na jednym wdechu. Na twarzy klaudii pojawił się lekki i przyjazny uśmiech. Następnie odezwał się Jayden:
- Jestem Jayden mam 19 lat mieszkam niedaleko i studiuje psychologię.
Po czym wstał i pocałował jej rękę niczym jakiś dżentelmen i powiedział:
- Miło cię poznać.
Cały się zagotowałem w środku. Po pierwsze ty nawet nie studiujesz psychologii! Po drugie dlaczego pocałowałeś jej rękę tak jakbyś nie wiedział że mi się podoba. Poczułem się okropnie w środku. I tak rozmyślałem nad tym przez chwilę. Zauważyłem natomiast że obydwoje się ze mnie śmieją. Coraz głośniejszy śmiech docierał prosto do moich uszu. To jest przecież jakiś koszmar.
- Zgrywam się. Po za tym jestem za głupi na studiowanie psychologii. Chciałem cię trochę rozdrażnić.
Odpowiedział Jayden. Znając mnie to się pewnie cały zaczerwieniłem ze złości. No ale nie mogę mieć mu tego za złe.
Minęło kilka godzin. Opowiadaliśmy sobie nawzajem żarty, historię z naszego życia. Po prostu się lepiej poznawaliśmy. Nic szczególnego uwagi. I taK jakoś to zleciało, że z godziny dziewiętnastej nagle zrobiła się dwudziesta trzecia. Na naszym spotkaniu nie było alkoholu, więc było raczej spokojnie. Kiedy nastawała już ta godzina że mieli zamiar się wracać do siebie postanowiłem, że ich odprowadzę. Z resztą nie mogłem pozwolić na to, żeby Jayden został sam na sam z Klaudią. Odprowadziłem ich i wróciłem na spokojnie do swojego mieszkania i od razu padłem na swoje łóżko. Jak dobrze, że ten dzień nareszcie się skończył.
0 Komentarze