Odcinek 8
Otwieram wam bramę, więc o nic się nie martwcie — powiedział Jayden. - Tylko że musicie jakoś odciągnąć te wozy za wami, bo wjadą tu prosto za wami.
Dobra zrobimy tak — odezwał się nagle Wojtek. - Przebije im wszystkim opony, wpadną w poślizg, a my wjedziemy do kryjówki.
Dobra. Czekam na znak.
Plan był zbyt doskonały, żeby mógł się nie udać.
Wojtek wychylił się tylko i w kilka sekund wystrzelił po dwa strzały. Łącznie sześć. Mistrz.
Dawaj teraz! - krzyknął Snajper.
Samochody za nami faktycznie wpadły w poślizg, ale nie na długo. Lecz w tym samym czasie ściana przed nami znikła na chwilę pokrywając się niebieskimi cząsteczkami i wjechaliśmy do środka.
Blask słońca za nami powoli zanikał. Byliśmy już w środku.
Jechaliśmy przez jakiś czas tunelem. Następnie znaleźliśmy się na parkingu, na którym zaparkowałem samochód. Parking był nieduży. Znajdowało się na nim miejsce na 10 samochodów. Sufit był wysoki. Za parkingiem były trzy stopnie schodów, po których weszliśmy. Następnie znaleźliśmy się na podeście na wysokości trzech stopni. Przed nami znajdowały się potężne metalowe drzwi o bogatej konstrukcji. Otworzyły się automatycznie gdy tylko do nich podeszliśmy, a za nimi znajdowała się winda. Cała była z metalicznego materiału, który odbija wszystko, co było w środku.
Po kilku minutach jechania windą w górę w ciszy, wraz z Wojtkiem trafiliśmy do głównej bazy, na pozór normalnej grupy znajomych, ale teraz widzę, że oni są w trochę większej organizacji, niż tylko grupką znajomych.
Trafiliśmy do gigantycznego pomieszczenia, całego oszklonego z mnóstwem przewijających się ludzi w czarnych strojach. Wojtek zaprowadził mnie jednak to mniej tłocznej scenerii. Zdaje się, że do jakiegoś biura.
Drewniane, staromodne drzwi, z blaszaną, zardzewiałą tabliczką z napisem „New York Best friends” w skrócie NYBF.
Snajper otworzył drzwi i zaprosił mnie do środka zachęcającym gestem ręki. Pomieszczenie było małe i skromnie wyposażone. Mała biblioteczka z kilkoma książkami i teczkami dokumentów, wygodna, duża, zielona kanapa. Biała komoda powykręcana w dziwaczny kształt z małym, skromnym telewizorem. Obok stały jeszcze szafki z dużą ilością losowych rzeczy. Jest również małe, puste biurko z tylko jednym długopisem położonym w poprzek.
Poczekamy na resztę i możesz się przygotować mentalnie na wykład o naszej grupce. - odezwał się nagle, po czym usiadł na kanapie.
Już kiedyś to chyba słyszałem. - powiedziałem w formie żartu, po czym sam usiadłem na kanapie obok niego.
Słysząc to, zaśmiał się lekko, po czym spytał:
Coś do picia?
Co tam macie?
Zaraz potem wstał, podszedł do jednej ze ścian, nadepnął na przycisk, który lekko wcisnął się w ziemię, po czym z ziemi wynurzyła się mała lodówka. Otworzył ją i zaczął wymieniać:
Pepsi, Cola, woda — gazowana, niegazowana, jakiś browar, fanta, Sprite, jakiś energetyk. Do wyboru, do koloru — popatrzył w moją stronę, pewnie oczekując mojej odpowiedzi.
Pepsi
Dobrze — kliknął jakiś przycisk na lodówce. - Mamy 250 mililitrów, pół litra, jeden litr i dwa litry niedawno się skończyły.
Em — zacząłem zdezorientowany — Myślę, że 500 mililitrów mi wystarczy.
Spokojna głowa najwyżej weźmiesz se drugą, tylko że ja nie będę Ci cały czas latać po napoje.
Ta, spoko.
Kliknął kolejny przycisk. Otworzyła się klapka, z której wyleciała mała buteleczka pepsi. Chwycił ją i rzucił w moją stronę.
Łap — dodał. Po czym pewnym rzutem rzucił do mnie napój.
Dzięki — odpowiedziałem, ledwo trzymając butelkę w rękach.
Poćwicz trochę nad refleksem — powiedział, a zaraz potem przeskoczył nad oparciem kanapy i skończył na swoim siedzeniu.
Ta, postaram się.
Powiem Ci, że zasługujesz na pochwałę. Gdyby nie ty to byśmy skończyli dzisiaj martwi. Autopilot nie dałby rady przy najmniejszym wstrząśnieniu. Naprawdę. Uratowałeś dzisiejszą misję, która w sumie była ucieczką.
Ta, nie ma problemu.
Z drugiej strony jak bardzo bym nie chciał tego ukryć, to faktycznie ode mnie dużo zależało podczas tej ucieczki.
Siedzieliśmy z Wojtkiem jakiś czas na kanapie i dyskutowaliśmy o sytuacji, która się wydarzyła. Pomyślałem, że Klaudii może to zająć dłuższą chwilę, żeby tu przyjechać.
A swoją drogą to Jayden jest już tutaj na miejscu. Ciekawe, dlaczego tu jeszcze nie przyszedł. Może nie ma tak świetnego przewodnika, jak ja i nie ma pojęcia o tym biurze. Sam nie wiem. Rozmyślałem nad tym jeszcze przez chwilę. Po czym powiedziałem:
Tak się zastanawiam — zacząłem — gdzie jest Jayden? Podobno był w środku i otworzył nam bramę.
Faktycznie mogło tak być — po czym sam wziął łyka swojego napoju.
Ale najwidoczniej mnie po prostu zignorował. Zignorował mnie i ten temat.
Potem rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Zaczynając od historii z misji specjalnych, kończąc na poradach miłosnych. Tak rozmawialiśmy i popijaliśmy napoje gazowane. Wypiliśmy ich łącznie około 10 litrów, co jest nawet niezłym wynikiem.
W pewnym momencie sięgnąłem odruchowo po swój telefon i przypadkowo zobaczyłem aktualną godzinę i okazało się, że minęły już dwie godziny.
Mamy godzina dwudziestą drugą. A w naszym skromnym biurze ni słychu, ni widu ani Klaudii, ani Jaydena.
Fakt
Co robimy w związku z tym?
Jayden pewnie sobie jakoś poradzi albo teraz bajeruje jakieś pracowniczki.
Ta jasne
A co do Klaudii, to zupełnie inna sprawa.
Zaczynam się martwić o nią…
Oho, coś was łączy?
Jakby to — kolejny, co mi bezpośrednie pytania zadaje. - Nic, a nic
Spokojnie przecież nikomu nie powiem — odpowiedział drwiąco.
Cóż — przełknąłem ślinę — bardzo mi się podoba.
No to trzeba było tak od razu. — odpowiedział, po czym uśmiechnął się przyjacielsko.
Jakoś przeżyłem chyba to pytanie. Co oni tak na mnie naciskają?. Wiedzą, że nie mam żadnego doświadczenia w tych sprawach i robią sobie ze mnie jaja, czy po jakiego grzyba takie pytania zadają. Niech ich wszystkich szlag trafi!
Mniejsza o to. Minęło trochę czasu, a dotarcie tu powinno trwać trzydzieści minut. A Klaudii nie ma aż dwie godziny. To zdecydowanie za dużo, nawet gdyby ulica nie wiadomo jak byłaby zakorkowana. Zacząłem rozmyślać nad coraz bardziej intensywnie. Wyobrażałem sobie różne scenariusze. I próbowałem przypomnieć sobie coś, czego wcześniej nie zauważyłem. Ale nic nie mogłem wymyślić.
Wojtek zdawał się nie przejmować tym. Był bardzo pewny swoich umiejętności. Siedział na kanapie w bardzo luźnej pozycji z nogą na nodze i rękami za głową.
Wyluzuj stary. Jak nie wróci, to zrobimy dywersje. Jak dowie się, że zorganizowałeś ją tylko dlatego, że się martwiłeś o nią, to wpadnie ci w ramiona i poczujesz, jak bardzo kochaną osobą potrafi być. Jeśli słuchałeś wcześniej, to wiesz, że mam niemałe doświadczenie w tej sprawie. - to powiedziawszy, puścił do mnie oczko i kontynuował obijanie się.
A ja z nerwów nie mogłem wytrzymać ani sekundy dłużej.
Muszę coś zrobić. Coś wymyślić. Przecież to nie jest normalne, że Klaudia tak długo nie wraca. Coś musi być na rzeczy.
0 Komentarze